RTG Sp. z o.o.  
Strona główna | Mapa strony | Dodaj do ulubionych
Pitek, 22 wrzenia 2023 roku, Imieniny: Maurycy, Tomasz
Nasz Przewodnik
Strona główna » Nasz Przewodnik
Menu
 
Nasz Przewodnik
Wybrane artykuy :
Nasz Przewodnik Nr 1, 2 - wydania archiwalne 1997 r.
Nasz Przewodnik Nr 3 - wydanie archiwalne 1998 r.
Nasz Przewodnik Nr 4 - wydanie archiwalne 1998 r.
Nasz Przewodnik Nr 5 - wydanie archiwalne 1998 r.
Nasz Przewodnik Nr 6 - wydanie archiwalne 1998 r.
Nasz Przewodnik Nr 7 - wydanie archiwalne 1999 r.
Nasz Przewodnik Nr 8 - wydanie archiwalne 1999 r.
Nasz Przewodnik Nr 9 - wydanie archiwalne 1999 r.
Nasz Przewodnik Nr 10 - wydanie archiwalne 1999 r.
Nasz Przewodnik Nr 11 - wydanie archiwalne 2000 r.
Nasz Przewodnik Nr 12 - wydanie archiwalne 2000 r.
Nasz Przewodnik Nr 13 - wydanie archiwalne 2000 r.
Nasz Przewodnik Nr 14 - wydanie archiwalne 2000 r.
Nasz Przewodnik Nr 15 - wydanie archiwalne 2001 r.
Nasz Przewodnik Nr 16 - wydanie archiwalne 2001 r.
Nasz Przewodnik Nr 17 - wydanie archiwalne 2001 r.
Nasz Przewodnik Nr 18 - wydanie archiwalne 2001 r.
Nasz Przewodnik - wrzesie 2007
Nasz Przewodnik - wiosna 2007
Historia Siedlec (XV-XVIII w.)
Historia Polski (aut. I.T.)
Tajemnice Okrgego Stou cz. 1
Tajemnice Okrgego Stou cz. 2
Geopolityka XXI wieku
Geopolityka XXI wieku c.d.
Rozmowy Okrgostoowe
Walka o panowanie nad Batykiem w XVII w
Katy-miara godnoci czowieka
O cenzurze...
Brzezina Jarosawa Iwaszkiewicza
Kult susznoci inaczej naiwno...
Salezjanie w Sokoowie Podlaskim
Co sie dzieje na wiecie
Geopolityka XXI wieku cz.III
Futurologia i moje spojrzenie w przyszosc
Media i wiat...
Kryzys...
Do Przywdcw...
Nasza agroturystyka
Kuchnia naszego regionu
Ziemia - czas przetrwania
Odnale wiato...
Krytyka
Czowiek bogiem...
Promocja kultury (suplement)
Promocja kultury i produktu turystycznego w regionie siedleckim
Czy kultura XXI wieku ma wpyw na nasz epok?
Relatywizm XXI wieku...
Z mocy prawa...
Legendy, historia, genealogia regionalna...
RUCH DOBREGO PRAWA
Natura czowieka
Ustawa...
Oczekiwania a moliwa przyszo polskiej kultury
Mamy demokracje...
Szczere chci...dla reform?
Twrczo bez owocw...
Terapia szokowa...
PREZYDENT...ju za tydzie...
Witamy Prezydenta POLSKI, a co z gospodark?
Czeka nas poprawka?
PROSTE I KRZYWE SPOJRZENIE...
Czas na wybory
Strategia satysfakcji...
Wstp do debaty...
Kompromis wyborczy...
Fraszka niepolityczna...
Wiecznoci trwanie...
Blisko ludzi..
ycie gospodarcze...
Czas po wyborach...
Gwiazdy mwi...
Miakie sowa...
"Sanatoria pokryzysowe"...
le postawione pytanie...
Wizja...czy apel?
PESEL pod kresk...
Przed nami REFERENDUM?
Strefa ciszy...
Kto zyska a kto straci po gosowaniu na rozkaz?
Sprawa na 20 lat...
Bomba emerytalna...
Konsultacje...
O gospodarce...
Moje komentarze...
 
Nasz Przewodnik - mat. redakcyjne
A A A

Odnale wiato...

     Jeszcze tego brakowao. Akurat dzi jest ten dzie, kiedy nie chciaabym by otoczona ciemnoci. I dlaczego elektrownia nie wywiesia adnego zawiadomienia?! Zwykemu czowiekowi chyba te naley si odrobina pewnoci, informacji, porzdku. Jakby to powiedzia Heraklit "Wszystko pynie". Dziki pd kadego dnia, kompletny chaos. Brak odpoczynku. I wreszcie upragniony weekend. Pitek wieczr. Mj samotny wieczr przy wiecach. Obgryzam ju wszystkie paznokcie. Jeszcze par lat temu dostaabym od mamy po apach. Teraz nikt nie interesuje si moimi paznokciami. Ja te nie musz, na pewno nie dzisiaj. Zjadabym co, tylko obawiam si, e w tym mroku ciapn sobie po paluchach. Widok krwi na nou, okropiestwo. Krew- ycie, krew- mier, moja krew- jego krew. Pulsuj mi skronie. Kolejna tabletka od blu gowy, na uspokojenie, wszystko jedno. Migotka. gdzie jest ten kocur? Jest, pi smacznie na fotelu, takiej to dobrze. Widzi w ciemnoci, peen spokj i odprenie. Dlaczego waciwie mam kota?- przecie zawsze chciaam mie psa. No tak, z psem nie miaabym czasu wychodzi na spacery. Poranne spacery. Najgorszy koszmar. Zwlekasz si z rozgrzanego jeszcze ka, oddychajcego twoimi snami, tylko dlatego, e twj pies ma potrzeb. Stoisz potem zmarznita w pmroku, deszcz pada Ci na gow, tak nieustannie, z gry na d, z gry na d i patrzysz na szczliwego pupila. I dobrze niech si cieszy. Ze wiadomoci rozpoczynajcego si kolejnego uciliwego dnia biegniesz do domu by zrobi jaki makija i wypi porann kaw. Wychodzisz, a twj kochany pies zostaje sam i patrzy na ciebie swoimi wiernymi oczami. I pamitasz ten wzrok przez cay dzie, przeladuje ci jak jeden wielki wyrzut sumienia. Z kotem jest inaczej. Chodzi swoimi drogami, ktre przebiegaj gwnie po moim regale, a gdy wracam do domu wita mnie gonym mruczeniem. Nie szczeka gdy wychodz, nie sysz aosnego wycia na klatce. Po prostu jest, czeka cichutko a wrc, zajmuje si sob, bo tak naprawd nie bardzo potrzebuje mojego towarzystwa. Wpatruj si we mnie dwa mae zielono-te zoliwe lepka. Zoliwe, bo podrapay mi kanap. Zoliwe, bo do dzi mam blizn na prawej doni. Zoliwe, ale pikne i pene tajemnicy, potrafice patrze z ujmujc czuoci, gdy pragn bliskoci. Wyrafinowanie i charakter. To jest mi potrzebne. Ludzie o takich cechach maj racj bytu i przetrwania. Migotka ucieka do kuchni. Nie dziwi si, gdybym miaa siebie jako towarzystwo te bym ucieka. Niestety nie mam gdzie uciec. Wszdzie mnie dopadnie moje ja, przygarbione od cikiego plecaka penego rozdranienia i lku. Czwarty papieros w cigu godziny. Przyjemnie kujcy dym lekko askocze w jzyk, wypenia moje puca, ca mnie wypenia. Patrz na struki dymu, nerwowo strzepuj popi, by jak najszybciej zacign si znowu. By cho na chwil si wyciszy, owin si w ten dym, sta si siwym, tytoniowym zapachem, przesikn nim. Nie dbam o konsekwencje, nie myl, e kiedy mnie dopadnie. Jeszcze jeden, tylko teraz i tak za kadym razem. Rozpyn si, uciec. Ja przecie nie chciaam.  Hehe. Dobre. Pewnie kady sprawca tak si tumaczy. To by wypadek. Bo by.  

     Wybiegam z pracy jak oparzona. Miaam ju do cigych sprzeczek z Ank, ktra zawsze wiedziaa lepiej, chyba dziki temu przed trzema dniami zgarna mi chopaka sprzed nosa.

-Jeste liczn i mdr dziewczyn, nie zasuguj na Ciebie-zacz jak potuczony bawan i to w rodku lata.

Zawsze tak mwi. Na drugi dzie wyszed z pracy z Ank jak rzep przyczepion do jego ramienia. Ramienia, ktre kiedy mnie tak obejmowao. No trudno to tylko ptora roku, jako przeyj. Co ja plot wcale nie chce mi si y, dlatego zwikszyam dzienn dawk papierosw  i pobiegam do lekarza po proszki nasenne. Nie to ebym chciaa sobie co zrobi, nie dam im tej satysfakcji. Tylko tak bardzo boli. Wic wypalana paczka  dziennie, a na noc magiczna tabletka snu i oby do nastpnego wieczoru. Kko si krci.

      A dzi? Dzi byo fatalnie. Ktnia z Ank. Anka z Darkiem. Szef z marsow min wymachujcy mi przed nosem podobno nieudanym projektem mojego autorstwa. Nadgodziny spdzone nad stosem papierw i zy zoci skapujce na kartk. Tak, zoci, nie smutku, ja z alu nie pacz.  

      Wybiegam z pracy wcieka jak godny krokodyl, godna zreszt te. Jeszcze papieros zanim dotr do samochodu, jeden, drugi przy drzwiczkach. Jako ciko mi oddycha. Ulubione radio i jad, zostawiam wszystko w tyle, chc zapomnie o upokorzeniu, narastajcej zoci i frustracji. Naciskam peda gazu, a co, ul sobie. Boczne uliczki nie s na szczcie zatoczone. Jeden zakrt, drugi, czerwone wiato no i co z tego, jad. Mogabym dosta mandat, ale nikt nie widzi, mam dzik satysfakcj, jak dziecko, ktre napsocio i nie zostao przyapane. Kiedy ja zamaam zasady? Zawsze uporzdkowana, ulega, posuszna, tumi zo w sobie, uj i przegryzam. Odbija mi si przez kilka dni, a potem zapominam. Takie naturalne oczyszczenie. Wymaza z pamici i biec do przodu, nie zatrzymywa si.

     No i mnie zatrzymao. Gone uderzenie i zgrzyt. Przeturla mi si po masce. Moe mu si nic nie stao?! Gupia idiotka. Struka krwi, chyba z rki, troch przy twarzy. Ogromny siniak pod okiem i noga w opakanym stanie, chyba otwarte zamanie. Stoj i si gapi. Myl, wolno, bardzo wolno, podbiegaj ludzie, mwi tak szybko, a ja nie mog nady. Poczekajcie! I stoj. Jak drewniany supek, moe betonowy. Chc zadzwoni po pogotowie. I stoj. A oni tak prdko biegaj, opatruj, kad na nosze, odjedaj. A ja stoj. Poza czasem, poza sob, jakby obok. Idiotko zrb co, rusz si. Krci si w kko, wiruje, migaj kolorowe wiateka. Kto bierze mnie pod rk, jeszcze nie mam kajdanek, to dobrze. Co z nim? Niewiadomo. Pojedzie pani z nami. Pojedzie. "Jed jak wariaci"- krzyczy jaka kobieta na chodniku. Dzieci patrz na mnie okrgymi ze zdziwienia oczami. Mam mokr twarz, chyba pacz. Spywa cieniutka, czerwona struka po moim policzku, potem druga. Ukucie w rk- "zaraz si pani uspokoi, przestanie bole". Co oni robi? Dlaczego nie mam kajdanek? Za to gow mam ju obwizan, miy lekarz. Na razie trzeba mnie ratowa, nie jestem jeszcze morderc, jeszcze nie. Po dwch godzinach bada wychodz na wolno, trzy papierosy i jest ju Kaka. Kaka to moja przyjacika, zawsze po mojej stronie, mimo wszystko. Zabiera mnie  do domu. Jestem troch poobijana. Za godzin jedziemy na komisariat. Kaka jest dzielna w tym caym pocieszaniu, zaraz zacznie wyyma rkaw, bo rycz jak bbr.

-No ju-idziemy.

- Nie chc! Zostaw mnie, nie chc!

Nie pytam o niego, nie myl o nim, nie chc wiedzie co bdzie dalej. Chc odpocz. Kaka si zabiera mnie na komisariat, si argumentw oczywicie. Przesuchanie, raport, pouczenie, sprawa bdzie, kiedy?

 -Miejmy nadziej, e wtedy gdy poszkodowany wyzdrowieje.


Strona: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |


drukuj drukuj powrót powrót   do góry do góry 
© 2003 - 2023 R.T.G. Sp. z o.o.   Firma Oferta Katalog firmKącik Kulturalno -Turystyczny Kącik poezji Polecamy Kontakt